gallery/diabelek sypie
gallery/galazka prawa
gallery/fanpage

POLSKA LITERA

gallery/galazka prawa

   

 

Aagh...- ziewnęło stworzonko. Wyciągnęło rączki do liściastej koupły, otworzyło duże migdałowe oczy. Złociste smugi ciepła i światła padły na drobne ciałko, rozgrzewając rozespane skrzydełka. Zatrzepotało nimi, strząsając resztki snu i rozejrzało się ciekawie.

  - Pięknie tu – szepnęło.

Wokół drzewa, na którym siedziało, rósł olbrzymi zielony las. Szumiał opowieściami o stworzeniach, które kryły się w jego liściach, konarach, dziuplach i trzewiach. Las żył już bardzo długo. Grube korzenie sięgały głębokich pokładów ziemi, a gałęzie, mglistych odległych niebios. Prastary las czerpał z nich moc i wiedzę, które przechowywał w olbrzymich wewnątrzpiennych słojach.

Coś zaszeleściło w liściach i podskakując, jak szara piłeczka, przebiegło po konarze drzewa. Oczywiście, od razu przykuło to uwagę stworzonka, które zwinnie i bezszelestnie sfrunęło z gałązki i puściło się w pogoń za uciekinierem.

  - Zaczekaj! Nie bój się, nic ci nie zrobię! - wołało stowrzonko, a echo jego perlistego śmiechu odbijało się od kolumnady drzew i ginęło w zaroślach. Uciekinier ani myślał się zatrzymać, ale goniec był szybki. Przezroczyste skrzydła zamigotały w powietrzu, stworzonko dało nurka, rozpostarło ręce i z impetem chwyciło szarą kulkę za ogon.
  - Mam cię!- wykrzyknęło radośnie. Rozzłoszczona szara kulka, a właściwie wiewiórka, żachnęła się i wyrwała z niepożądanego uścisku. Poprawiła na sobie futerko, zebrała rozsypane sprawunki po czym fuknęła:
  - Proszę mnie nigdy więcej nie chwytać za ogon!- nerwowo sięgnęła po orzeszek i przytrzymując łapkami, ostrymi, jak frez zębami, zaczęła go obrabiać. Wióry leciały, że aż miło! Po chwili jednak, zatrzymała się, łypnęła błyszczącymi ślipkami z ukosa na uśmiechające się wciąż stworzonko. Wydłużyła szyjkę do przodu, wysunęła ruchliwy nosek i obwąchała istotkę. Uszka zrobiły się mniej spiczaste.
  - To ty!- w jej oczach zalśniło rozpoznanie, a w głosie dało się wyczuć nutkę ulgi.
  - Tak, to ja! - roześmiała się znów istotka. - A ty kim jesteś?
  - Wiewiórką. Chcesz orzeszka? - wiewiórka zaproponowała pojednawczo.

Wyjęła z zapasów kolejny orzech i w sekundę, wbiła ząbki w twardą łupkę, łupka traaach rozpadła się na dwoje, zręczne łapki, jak kołowrotek, pozbyły się resztek, ciach podała istotce słodkie białe serduszko. Istotka podziękowała i ze smakiem schrupała orzeszek. Była bardzo głodna, przecież od momentu narodzin, nic jeszcze nie jadła! Niewiele jednak trzeba było takiemu maleńkiemu stworzonku. Suchy miąższ orzecha i kropla rosy starczyły na cały obiad.

Wiewiórka wyglądała na zadowoloną. Była bardzo praktyczną mieszkanką lasu. Większość dnia spędzała na wyszukiwaniu i gromadzeniu jedzenia, które zakopytała w różnych tylko sobie znanych ziemnych kryjówkach- spiżarkach. Tym sposobem, zimą, nigdy nie brakowało jej pożywienia. Lubiła od czasu do czasu zaglądać do swoich magazynów, czy wszystko aby na pewno jest wciąż na swoim miejscu. Liczyła, sortowała, układała, dokładała, a nuż przyda się na czarną godzinę. Nieustanna potrzeba gromadzenia zapasów powodowała, że wiewiórka była bardzo zapracowanym i zabieganym zwierzęciem. I teraz, spostrzegłszy, że istotka nasyciła się, jej myśli znów zaczęły krążyć wokół smacznych kąsków. Oczka rozbiegły się, ogonek napuszył, przeskakiwała z łapki na łapkę i było widać, że dłużej już nie usiedzi. Istotka roześmiała się i kiwnęła główką ze zrozumieniem. Wiewiórka tylko na to czekała. Podskoczyła, jak piłeczka, majtnęła kitką i hop-hop, odbijając się lekko, czmychnęła w zielone chmury poszycia. Do uszu istotki doleciało jeszcze poświstujące pożegnanie:

  - Do widzenia, Rusałko!
  - A więc mam na imię Rusałka. Jak dobrze to wiedzieć! - ucieszyła się nowonarodzona istota. Rozprostowała skrzydełka i pofrunęła zwiedzać swój nowy dom.

Ach, jak pachniały kwiaty, mchy i grzyby. Rusałka skakała po kwiatkach, jak po trampolinach, przytulała się do miękkich futer z mchu, fruwała z lekkimi parasolkami dmuchawców i była taka szczęśliwa! Migocząc w drzewiastych światłocieniach uczyła się nazw roślin i zwierząt.

  - Ktoś ty? - dopytywała ptaka z dużym dziobem i czerwoną czapeczką.
  - Stuk-puk, jestem dzięcioł, stuk-puk – odpowiadał ptak, wyjadając korniki.
  - A wy, kim jesteście? - okręcała się wraz z bzyczącym rojem, w czarno-złote pasy.
  - My jesteśmy osy – syczały osy, ale nie robiły jej krzywdy.
  - Halo, czy ktoś tu mieszka?- zaglądała do wielkiej dziupli, która była dla niej, jak wyżłobiona w drewnie jaskinia.
  - Huh! Kto mnie budzi! - zahuczało coś w mroku dziupli i rozjarzyły się okrągłe, przerażające oczyska.
  - Przepraszam, chciałam tylko poznać twoje imię!- drążyła nieustraszenie Rusałaka.
  - Sowa huhuh! Przyjdź nocą, to porozmawiamy. Teraz muszę spać. Jestem taaaka zmęczooonaaa huhuuu...- i oczy zgasły. Rusałka wleciała w trawy.
  - A ty, taki delikatny?
  - Ja jestem fiołek.
  - A czym jest ta cudna, pachnąca zieleń. Te pnie strzeliste, te kolory, zapachy, kształty, to wszystko...?
  - To las. To las. To las - świergotały ptaki.
  - To las. To las - tańczyły pajączki na gałązkach.
  - To las. Nasz dom - zachrumczał z dumą dzik.
  - Las...- powtórzyła z uczuciem Rusałka. - W takim razie las, to najpiękniejsze miejsce, w jakim mogłam się urodzić!- krzyknęła w przestrzeń. A las zaszumiał z wdzięcznością.

Rusałka czuła, że jest jego częścią. Półprzezroczysta, stapiała się z korą drzew, z seledynowym porostem, nakrapianym liściem, szarym kamnieniem. Jej śmiech szemrał w potoku, jej ciałko połyskiwało w promieniu słońca, należała do lasu tak samo, jak las należał do niej. Każde stworzenie witało ją serdecznie, a ona obdarowywała je miłością i dobrym słowem.

  - Dziękuję wam, że jesteście. Jesteście bardzo pożyteczne i takie ładne! - głaskała śliską dżdżownicę i pękatego żuka toczącego kulę gnoju. Cieszyła się, że wszystko ma tu swoje miejsce i sens. Że wszystko jest misternym łańcuchem, którego ogniwa, bez względu na rozmiar i wygląd, tworzą jeden, żywy, oddychający organizm. Od końcówek włosów, po czubki palców u stóp, rozpierała ją radość, że dane jej było żyć w tak dobrym, nieskazitelnym świecie.

 

 

Część 2

 

"Przygoda w lesie"

cz. 1