gallery/diabelek sypie
gallery/galazka prawa
gallery/fanpage

POLSKA LITERA

gallery/galazka prawa

   

 

Moje rozbrykane rodzeństwo i ich wesołe zabawy. Marcin i Kuba, nieustraszeni, wleźli na sam czubek drzewa. Imponujące, jak potrafią skakać po cienkich gałązkach. Niestety, niektóre łamią się pod ich ciężarem, obawiam się, że zniszczą drzewo. Ale tato nie zwraca na to uwagi, dopinguje i rozpiera go duma z synów. Chłopaki! Iwonka niezmordowanie wyszukuje co ładniejsze kwiatki, szkoda tylko, ze po chwili traci nimi zainteresowanie. Rozsypane płatki tworzą wokół niej kolorowy dywanik. Żal kwiatków, ale wygląda wśród nich tak słodko. Zdrobię jej zdjęcie.

 

 - Co za marnotrawstwo! - pisnęła spod konwaliowych liści Rusałka. - Ten kwiatek nie ożyje, niegrzeczna istotko! - Odczekała, aż większa i mniejsza istota odeszły z miejsca wypadku, wyfrunęła i pozbierała z tkliwością zerwane kwiaty. - Biedne – szepnęła ze smutkiem i uplotła z nich wianuszek. - Rosłyście takie piękne. Dziękuję wam za to. - pocałowała zwinięte płatki i włożyła wianuszek na głowę. Z reszty kwiatów uwiła girlandy, którymi przyozdobiła drzewa. Fruwając tu i tam, zobaczyła, jak ludzie łamią z dziką radościa gałązki, przenoszą je w jedno miejsce i budują coś na kształt domu. Oburzona powróciła do swojej konwaliowej kryjówki, by obserwować, co dzieje się na kocu.

 

Poszłyśmy z Iwonką zobaczyć szałas bliźniaków. Oczywiście zabawa w biwak, to zabawa dla dużych chłopców, więc od razu zaczęli narzekać, że mała im przeszkadza. Pospacerowałyśmy więc i wróciłyśmy do rodziców. Akurat mama przebierała Henia.

 - Rzuć tam, gdzieś w krzaki – podała tacie pakunek z pieluchy. Tato posłusznie pozbył się problemu. Wolny i odświeżony Henio mógł na nowo grzebać w ziemi i zamęczać znalezione w niej robaki. Oparłam się o pień drzewa, przymknęłam na chwilę oczy, prześwity słoneczne grzały mi nos. Kartki w zeszycie niecierpliwie furkotały, domagając się górnolotnych opisów i złotych myśli.

Las szumiał- "Piszsz o nas, Wiolu, piszsz... Czyż nie rośniemy po to, by się nami zachwycać? Czy nie jesteśmy dobre, czyste i piękne?"

 - Jesteście!- uśmiechnęłam się do słońca, drzew i ptaków. I chłonęłam te widoki czarowne, zapach wilgotnej ziemi, poszepty tajemnicze. Na fiołkach, moich imiennikach, przysiadł motylek z kolorowymi plamkami. Przyglądał się natarczywie, lecz gdy tylko wyciągnęłam doń rękę, przestraszył się i odleciał, migocząc przezroczystymi skrzydełkami. Może to zaklęta w motyla rusałka, kto wie?

 

 - Coś trzeba z tym koniecznie zrobić. - postanowiła Rusałka- Przecież to są szkodniki! Rudziku, hop-hop! Rudziku! - zawołała – Przyleć do mnie prędziutko!

Na gałązce krzaka, tuż obok, pojawił się ptaszek z rudymi piórkami na brzuszku.

 - Mam dla ciebie zadanie. Pobaw się z ludźmi w łapanego-chowanego. Poprowadź ich w głąb lasu.
 - Już się robi!- zaćwierkał rudzik i pofrunął w kierunku bawiących się dzieci.
 - Tui-tui-czyrrk! Tui-tui-czyrrk! - zaćwierkał do ucha Marcina. - Tui-tui-czyrrk!- zatrzepotał nad Kubą.
 - Patrzcie, jaki ładny ptaszek! Złapmy go! - poderwali się chłopcy.

 - Ptasek- podłapała Iwonka – slicny ptasek! - pobiegła radośnie za braćmi.
 - Nie, zostawcie go!- zawołała za nimi Wiola, z Heniem na ręku, ale chłopcy byli daleko. Nie chcąc stracić kolorowego ptaka z oczu, ani myśleli się zatrzymywać. - Iwonka, zaczekaj- Wiola dogoniła siostrzyczkę i z dwójką maluchów podążyła za braćmi.
 - Tui-tui-czyrrk! Tui-tui-czyrrk! - wabił rudzik i kierował gromadkę dzieci coraz głębiej w las...

Rusałka patrzyła, jak znikają w cienistej gęstwinie. Następnie podfrunęła do sporego kopca, który przy jej rozmiarach, wyglądał niczym okazały zamek ustypany z ziemi i trocin. Szepnęła do wartowiczki:

 - Naprzód, moje drogie! Dajcie im nauczkę!- zamigotała skrzydełkami i zniknęła w promyku słońca.

 

 

Część 4­

 

"Przygoda w lesie"

cz. 3